O dojrzałości szkolnej sześciolatka
środa, 30 stycznia 2013 16:45

Olga Pelc-Pękala. O „sześcioletnich” pierwszoklasistach.

Biuletyn PPP-4. czerwiec 2011.

 

Dojrzałość sześciolatka do nauki szkolnej, to problem o którym w ostatnim czasie  bardzo głośno. Jest obecny w mediach, próbuje go „rozgryźć” wielu rodziców i nauczycieli, męczy on także psychologów dziecięcych. Dzieje się tak w związku z obniżeniem wieku rozpoczynania obowiązku szkolnego, tj. z przesunięciem go  z siódmego roku życia na szósty. Dyskusje wokół problemu nasiliły się w ostatnich dwóch latach z powodu wprowadzenia w życie trzyletniego tzw. okresu przejściowego (lata 2009-2012), w którym „obowiązuje i stare, i nowe”. Od dwóch lat zatem, zgodnie z prawem dyrektorzy szkół mają obowiązek przyjmowanie do klas pierwszych dzieci sześcioletnich na równi z siedmiolatkami.

Problem ten od dwóch lat jest też stale obecny w naszej Poradni, a szczególnego znaczenia nabiera teraz, gdy wkraczamy w ostatni etap okresu przejściowego. Rok szkolny 2011/2012 jest ostatnim, w którym rodzic decyduje, czy posłać swego sześciolatka do szkoły, czy też nie. W przyszłym roku, o ile nie ulegną zmianie przepisy oświatowe, wszystkie sześciolatki obligatoryjnie podejmą naukę w szkołach.

Doświadczenia zawodowe z ostatnich dwóch lat pracy w Poradni skłaniają także i mnie do zabrania głosu w tej sprawie. Chcę podzielić się swoimi spostrzeżeniami i obawami, które pojawiły się po dwóch latach badań dojrzałości szkolnej zarówno pięcio, jak  i sześciolatków ze szkół i przedszkoli, z którymi współpracuję.

W artykule niniejszym przyjęłam, że określenie sześciolatek dotyczy dzieci urodzonych w 2005 r, zatem takich, które we wrześniu ubiegłego roku, w momencie rozpoczynania nauki w tzw. dawnej zerówce (roczne obowiązkowe wychowanie przedszkolne) były w zasadzie pięciolatkami tak też były nazywane. To one (podobnie jak w ubiegłym roku dzieci urodzone w 2004 r) w tym roku szkolnym były obiektem mojego szczególnego zainteresowania, bowiem to na nich będzie „testowana” reforma.

Badania dojrzałości szkolnej prowadzone przez szereg lat wskazują na ogromne zróżnicowanie poziomu rozwoju dzieci siedmioletnich rozpoczynających naukę szkolną (Grzywak-Kaczyńska 1960). Tymczasem wydaje się, ze grupa sześciolatków jest jeszcze bardziej zróżnicowana pod względem rozwoju poznawczego i emocjonalnego, od grupy dzieci siedmioletnich. Im dziecko młodsze tym wyraźniejsze i większe różnice w osiągnięciach rozwojowych. Sześć miesięcy w życiu dziecka trzyletniego, to nie to samo, co w życiu dziecka czteroletniego. Półroczne opóźnienie rozwoju w życiu pięciolatka jest mniej poważne od takiego samego opóźnienia u dziecka  trzyletniego, ale zdecydowanie poważniejsze od opóźnienia sześcio czy siedmiolatka.

W bieżącym roku szkolnym poza standardowym badaniem siedmiolatków, badaniami dojrzałości szkolnej objęłam także większość sześciolatków, czyli dzieci urodzonych w 2005 roku. Znaczna część z nich była badana na prośbę rodziców, którzy od wyników badania uzależniali decyzję o zapisaniu  dziecka do szkoły. Ale była też grupa rodziców,  którzy, będąc przeciwnikami obniżenia wieku szkolnego, prosili o badanie w celach wyłącznie poznawczych. Wyniki przeprowadzonych badań – jak się należało spodziewać - pokazały wyraźnie znaczne różnice w poziomie  rozwoju poznawczego dzieci pomiędzy 5 a 6 rokiem życia. Szczególnie niepokoją wyniki badań dzieci urodzonych w drugiej połowie roku – od 1 czerwca do 31 grudnia. Z grupy szesnaściorga dzieci urodzonych w tym okresie, będących w tej samej grupie przedszkolnej, tylko dwoje  wykazało się takim poziomem rozwoju poznawczego i emocjonalnego, który warunkuje powodzenie w nauce szkolnej. Tylko tej dwójce zaproponowałam podjęcie nauki  w szkole, oczywiście w klasie pierwszej dla sześciolatków. Pozostałe dzieci rozwijają się w miarę prawidłowo, osiągają przeciętne wyniki w przeprowadzanych testach, ale ich możliwości odbiegają od możliwości sześciolatków urodzonych w pierwszej połowie 2005 r.

Psychologów i logopedów to nie dziwi, wszak wiek pomiędzy 5 a 6 rokiem życia jest okresem krytycznym dla rozwoju wielu funkcji, które wyznaczają gotowość do nauki szkolnej. W tym bowiem okresie intensywnie zaczyna dojrzewa percepcja wzrokowa, a głównie  procesy kierunkowego spostrzegania (odpowiedzialne między innymi za różnicowanie liter np. b-p-d-g, czy n-u albo m-w), kończy się rozwój słuchu fonemowego (który odpowiada za różnicowanie głosek i struktury głoskowej słów, umożliwiając tym samym nich zapamiętywanie), dojrzewają umiejętności grafomotoryczne. W tym też czasie dziecko wkracza w końcowy etap rozwoju mowy i zaczyna się pojawiać się myślenie operacyjne.

Zapewne z tego powodu większość badanych przez mnie sześciolatków urodzonych z kolei w pierwszej połowie roku 2005 (od stycznia do czerwca) we wszystkich badanych sferach prezentowało zdecydowanie wyższy poziom rozwoju poznawczego - dzieci z tej grupy, badane tymi samymi testami, osiągnęły wyniki dużo wyższe od grupy  sześciolatków z drugiej połowy roku. Wyniki moich badań i obserwacji zgadzają się z obserwacjami  i opiniami  nauczycieli pracujących z dziećmi.

Co ważne, w ślad za różnicami w rozwoju poznawczym idą też różnice  w rozwoju fizycznym tychże dzieci. Skąd taki wniosek? Z wyników własnych obserwacji. Otóż w przedszkolu, do którego uczęszczają badane przez mnie dzieci oprócz grupy samych sześciolatków, była jedna grupa złożona z pięciolatków (urodzonych w 2006) i sześciolatków (urodzonych w drugiej połowie 2005 roku), oraz grupa sześciolatków w przeważającej większości urodzonych w pierwszej połowie roku 2005. Gdy w tym roku wchodziłam do sal nie widziałam różnic pomiędzy dziećmi: sześciolatki z grupy mieszanej niewiele różniły się od swych młodszych kolegów. Gdy obserwowałam te same  dzieci podczas wspólnych zajęć na sali gimnastycznej wyraźnie zaznaczała się różnica pomiędzy obiema grupami sześciolatków: te starsze były wyższe, tęższe, bardziej sprawne ruchowo, w przeciwieństwie do tych młodszych właściwie nie odróżniały się, a wręcz „ginęły” wśród swoich siedmioletnich kolegów. Moje obserwacje  zdecydowanie potwierdziły nauczycielki przedszkolne. Być może zatem mając na uwadze powyższe różnice, warto pomyśleć o zmianach zasad  naboru do szkół i np. nie tworzyć klas pierwszych złożonych z sześciolatków urodzonych w styczniu i grudniu tego samego roku.

W tym roku rozsądek rodziców przeważył. Do klas pierwszych zapisane zostały prawie wyłącznie dzieci, o harmonijnym, dobrym rozwoju poznawczym,  w pełni dojrzałe do pełnienia roli ucznia w warunkach szkolnych, które (przynajmniej na razie) niezwykle  różnią się od warunków oferowanych przez przedszkola.

Podobnie było w roku ubiegłym. Z danych zebranych w ostatnim czasie przez pracowników Poradni wynika, w ubiegłym roku szkolnym w naszym rejonie powstały w dwóch szkołach podstawowych dwie klasy pierwsze złożone z samych sześciolatków. W klasach tych naukę rozpoczęły dzieci dojrzałe emocjonalnie,  o dobrym, harmonijnym rozwoju poznawczym (wszystkie były zbadane bądź skonsultowane psychologicznie). Dzisiaj z perspektywy roku widać, ze dzieci te osiągnęły sukces szkolny. Natomiast niepowodzeniem zakończyły się sytuacje, w których rodzice posłali dzieci do szkoły, mimo ewidentnych symptomów niedojrzałości, o których mówili i nauczyciele, i psychologowie mający z nimi kontakt. Osobiście miałam do czynienia z dwójką takich dzieci. Jak się należało spodziewać, żadne z nich (pomimo opieki psychologiczno-pedagogicznej, jaką były objęte w szkole i poradni) nie osiągnęło zadowalającego poziomu edukacyjnego, który zagwarantowałby właściwy przebieg dalszej kariery szkolnej, a ich  promocja do klasy drugiej stoi pod znakiem zapytania. Podobną prawidłowość zaobserwowały moje koleżanki z Poradni.

Problem sześciolatków szkole to nie tylko problem niedojrzałości dzieci. To także problem nauczycieli, którzy muszą zamienić swoje umiejętności uczenia dzieci czytania, pisania, liczenia na umiejętności stymulowania dojrzałości dzieci do nauki czytania, pisania i liczenia, z jaką będą mieli do czynienia w zreformowanej klasie pierwszej. Którzy muszą się „dopasować” ze swoją wiedzą, swym doświadczeniem do poziomu dzieci młodszych, które przecież funkcjonują zupełnie inaczej, bo bardziej wymagają opieki niż nauczania. Nie ułatwi im tego zadania tak ogromne zróżnicowanie dzieci, choćby tylko  poznawcze, z jakim będą mieli do czynienia (a taka tendencję pokazują prowadzone przez mnie badania), gdy wszystkie sześciolatki pójdą do szkoły.

Powyższy problem wiąże się też z doborem odpowiedniej „oferty edukacyjnej”. Profesor Brzezińska (2002) zajmująca się problematyką dojrzałości szkolnej, zwraca uwagę, że współcześnie dojrzałość szkolna winna być wypadkową właściwości dziecka i oferty edukacyjnej szkoły, że przy jej opisywaniu i ocenianiu należy uwzględniać wzajemne interakcje gotowości szkoły do realizowania potrzeb dziecka i jego otoczenia oraz gotowości dziecka do realizowania zadań szkoły. Wybór oferty edukacyjnej w takim ujęciu wiąże się z doborem odpowiedniego programu, a wraz z nim  i odpowiednich podręczników,  które będą wykorzystywane w nauczaniu dzieci. Odpowiednich czyli dopasowanych do konkretnych możliwości uczniów w konkretnym zespole klasowym, a im większe zróżnicowanie dzieci pod względem rozwoju poznawczego i emocjonalnego, tym większe problemy z dopasowaniem oferty edukacyjnej. Tymczasem  na „polu ofert edukacyjnych” panuje prawdziwy chaos. Programów i podręczników dopuszczonych  przez MEN do użytku jest sporo,  brakuje natomiast informacji (bo brak badań ewaluacyjnych) na temat ich jakości i ewentualnego przeznaczenia. Nauczyciele więc są pozostawieni sami sobie, skazani na samodzielne podejmowanie tak odpowiedzialnych przecież decyzji. Jedyne, na co mogą liczyć to pomoc metodyków.

Jako specjalista od lat zajmujący się czytaniem i pisaniem z niepokojem myślę o metodach, z wykorzystaniem których sześciolatki będą się w szkole uczyły  czytania i pisania. Zaniepokojonych nauczycieli odsyłam do pracy profesor Elżbiety Awramiuk (2007) „Lingwistyczne podstawy początkowej nauki czytania i pisania po polsku”, będącej próbą przeprowadzenia nauczyciela przez meandry „nowinek dydaktycznych, dostępnych podręczników czy książek i artykułów poświęconych tej problematyce”(str.1).

Problem sześciolatka w szkole, a pięciolatka w „zerówce” dotyka istotnie także nas, poradnianych psychologów. Pełna, rzetelna diagnoza poziomu rozwoju dziecka, na bazie której można prognozować powodzenie lub niepowodzenie w nauce, wymaga zastosowania miedzy innymi testu określającego poziom rozwoju umysłowego. A to jest możliwe wyłącznie wobec dziecka, które ukończyło 6 rok życia. W Polsce nie mamy nowoczesnego testu do pełnego pomiaru inteligencji dzieci pomiędzy 3 a 6 rokiem życia. Ponadto wszystkie opracowane w ostatnich latach narzędzia do diagnozy dojrzałości szkolnej (jak np. Skala Gotowości Szkolnej, Skala Ryzyka Dysleksji) czy dojrzałości do nauki czytania  (np. Test Dekodowania) są przeznaczone dla dzieci sześciu, a nie pięcioletnich (mają stosunkowo świeże normy, ale  opracowane dla sześciolatków).

Jeśli powyższych problemów dołożymy niedostateczne przygotowanie tzw. bazy technicznej szkół (o którym tak wiele już powiedziano), nie można się dziwić, że zaniepokojeni rodzice próbują „ratować” swoje dzieci. Zjednoczeni w akcji „Ratujmy maluchy” chcą doprowadzić do odroczenia o następne kilka lat momentu, w którym ich sześciolatki będą chodzić do szkoły. Może to i dobry pomysł, o ile tylko zyskany czas będzie należycie wykorzystany. I o ile nie będzie to jedynie zwykłym przedłużeniem okresu przejściowego. Wtedy bowiem przez następnych kilka lat znów mielibyśmy do czynienia z takimi sytuacjami, że w tej samej klasie pierwszej  we wrześniu naukę rozpocznie np. dziecko mające 5 lat i 10 miesięcy (tzw. sześciolatek urodzony w październiku) oraz dziecko mające 7 lat i 9 miesięcy (tzw. siedmiolatek urodzony w lutym), pomiędzy którymi przepaść jest kolosalna. A może warto zaufać psychologom   i decyzję o rozpoczynaniu nauki przez sześciolatka  uzależnić od ich opinii  poprzedzonych badaniami psychologicznymi?

Olga Pelc-Pękala

Bibliografia:

Awramiuk E. 2007. Lingwistyczne podstawy początkowej nauki czytania i pisania po polsku. Białystok. Transhumana.
Bogdanowicz M. 2005. Skala Ryzyka dysleksji. Gdańsk. Harmonia.
Brzezińska A. 2002 Współczesne ujęcie gotowości szkolnej. W: W. Brejnak (red.) O pomyślny start ucznia w szkole. Biuletyn Informacyjny Warszawskiego Oddziału PTD, wydanie specjalne. Warszawa.
Frydrychowicz A., Koźniewska E., Matuszewski R., Zwierzyńska. 2006. Skala Gotowości szkolnej. CMPPP. Warszawa
Grzywak-Kaczyńska M.1960. Testy w szkole. Warszawa WSiP.
Szczerbiński M., Pelc-Pękala O. 2009. Test dekodowania. Autorzy. Kraków

 
Projekt i wykonanie afresh media

Wszelkie prawa zastrzeżone przez PTD